Wąwóz Samaria – piesza wędrówka

Podczas pobytu na Krecie jest kilka miejsc, które koniecznie należy odwiedzić. Jednym z takich punktów jest Wąwóz Samaria. Na szczęście, miałem okazję przejść jego trasę, mierzącą aż 16 kilometrów. O moich wspomnieniach z tej niezwykłej wyprawy, opowiem w dalszej części tekstu.

Jest 7:00 rano. Kupujemy bilety i schodzimy w dół wąwozu. Szlak jest dość stromy i czuć jak z każdym metrem robi się coraz zimniej. Fragment trasy prowadzący w dół mierzy około dwóch kilometrów. Po pokonaniu tego dystansu, dalej idzie się już po w miarę płaskiej powierzchni. Biorąc pod uwagę fakt, iż Samarię odwiedzaliśmy na początku maja, przez całą jej długość, płynął wartki strumień, będący efektem topnienia śniegu na pobliskich szczytach gór. Aby pokonać szlak, należało wielokrotnie przedostać się na drugą stronę strumienia. Ostrożnie, po wielkich kamieniach, jeden za drugim, szliśmy przed siebie.

Dochodząc mniej więcej do połowy trasy, odnajdujemy miejsce zamieszkałe niegdyś przez ludzi. Piękny, drewniany most, małe domki z kamienia – wszystko było niczym z bajki. To doskonałe miejsce, aby przystanąć, zregenerować siły i napełnić butelki wodą. Słońce jest coraz wyżej, a naszych sił coraz mniej. Jednak będąc już na tym etapie wędrówki, nie ma innej możliwości, jak dokończyć wyprawę. Idziemy dalej. Widoki zmieniają się z każdym kilometrem. Niecierpliwie oczekujemy najważniejszego punku – zwężenia przesmyku na szerokość 3,5 metra. Wąwóz jest coraz węższy, a skały unoszące się w górę są ogromne i niezwykle majestatyczne. Wreszcie przed naszymi oczami ukazuje się mała kładka, prowadząca tuż przy samej skale – to właśnie tu skały wąwozu niemal się stykają. Wystarczy, żeby dwie dorosłe osoby złapały się za ręce, rozciągając je na całą szerokość, a każda z nich dotknie skał. Idziemy dalej, chcąc jak najlepiej zapamiętać otaczające nas widoki, a zmęczenie nie daje o sobie zapomnieć. W końcu, po ponad 5 godzinach marszu, docieramy do końca wąwozu. Niestety, nie jest to jeszcze koniec wyprawy. Aby znaleźć się w porcie, czeka nas jeszcze mały przemarsz lub podróż lokalną taksówką. Nie dajemy za wygraną – jak przygoda to przygoda. Idziemy do samego końca. Po przejściu około 2 kilometrów, na horyzoncie dostrzegamy morze. To chyba najlepszy widok, jaki mógł nam się objawić na tym etapie wyprawy.

Trasa była dosyć wymagająca, w szczególności dla tych, którzy dosłownie od święta porywają się na tego typu przechadzki. Jesteśmy w porcie, okazuje się, że do promu mamy jeszcze około 1,5 godziny. Wygłodzeni i przemęczeni znajdujemy tawernę, w której zjemy najlepszą sałatkę grecką i wypijemy mrożoną kawę, aby doczekać wejścia na prom. Resztkami sił, dostaliśmy się na statek, zajęliśmy miejsca i obudziliśmy się na drugim, końcowym przystanku. Rejs trwał tylko nieco ponad godzinę. Przemęczeni, ale bardzo szczęśliwi, że udało nam się pokonać najdłuższy wąwóz w Europie, autokarem wróciliśmy do hotelu.

Wąwóz Samaria to jedna z piękniejszych wypraw, jakie odbyłem w swoim życiu. Dzika przyroda, majestatyczne skały i opuszczana wioska, wszystko to na zawsze zapisało się w mojej pamięci. Jeśli tylko nadarzy się okazja, na pewno tam wrócę.